.


 

M U S I Q U E    S U R R E A L I S T I Q U E


Szanowni Państwo,

Od lat zajmuję się zjawiskiem czasu w muzyce. Tak się złożyło że w muzyce – bo moje muzyczne wykształcenie, ale również dlatego, że muzyka jest dla mnie najdoskonalszym językiem, aby ten tzw. "czas" najwłaściwiej (w moim przekonaniu) wyrazić.
Ujęłabym to następująco: Sztuka którą uprawiam, to próba dotknięcia metafizyki. Poprzez próbę ujarzmienia zjawiska czasu staram się oczyszczać tzw. duszę – katarsis i ciało – wzruszenie.

Naśladowanie natury, interpretacja natury (jak kto woli): naśladowanie glissanda przelatującego samolotu, naśladowanie glissanda wiatru oplatającego rytmicznie drgające korony drzew, interpretacja śpiewu ptaków, delfinów, wielorybów, pszczól, żab, cykad, nawet ludzi – w calej doskonałości, to dla mnie sztuka. Sztuka to doskonałość w godnym, szlachetnym naśladowaniu natury. Sztuka to doskonałość w zacnej interpretacji natury. Dlatego "sztuka" od – sztuczny, "art" – od artificial, "kunst" – od kunstmatig, itd.

Ostatnio oglądałam spadające gwiazdy. Leciały sobie na pólnocny zachód, co kilka (moich) minut, dużo szybciej niż wymijające się samoloty, które razem z tymi gwiazdami tworzyły mistyczny kontrapunkt: ziemskie samoloty – tu i teraz, i nieziemskie gwiazdy sprzed miliardów lat, których światło właśnie do mnie dociera. Mistyczna natura. Kosmos. Każda rzecz w swoim czasie… A ja te różne czasy zbieram, ogarniam wzrokiem, świadomością, podświadomością, nadświadomością, chciałoby się rzec: sur–świadomością… i próbuję swoje wzruszenie, poruszenie przelać na papier nutowy, zwalniając lub przyspieszając tę naturę.
I tu kolejnym wnioskiem pragnę się z Państwem podzielić, nie tylko w ramach tej notatki, ale przede wszystkim wynikającym z mojej muzyki, i tej już napisanej, i tej, która za chwilę powstanie i dalej będzie odkrywać nowe zakamarki mistycznej tajemnicy:
Sztuka – to zwolnienie lub przyspieszenie czasu natury. Odrealnienie czasu natury, odrealnienie natury, odrealnienie czasu.
Taką właśnie sztukę chcę uprawiać dalej pisząc kolejne utwory.

Inną sprawą jest mój surrealizm muzyczny, który również chcę zaprezentować w kolejnym utworze. 
Ostatnio nazywam swoją muzykę nie tylko "polifonią czasoprzestrzeni", ale też: "musique surrealistique". (Po francusku ładniej brzmi…). Dlaczego? Dlatego, że jestem kompozytorem, który świadomie łączy i łączyć będzie poszczególne elementy muzyczne w taki sposób, aby zmienić im… (właśnie) – czasy. Próbuję np. rozciągnąć melodię tak, aby pozorny brak kontaktu z tą melodią uderzał w naszą podświadomość, albo próbuję przyspieszyć ową melodię tak, aby nie było miejsca na żadną refleksję, a tylko nasza nadświadomość odgadywała ewentualną prozodię tej melodii. Zmieniam czasy elementom muzycznym. Zmieniam ich stany.
Ktoś niedawno nazwał mnie kompozytorem "stanów". "Muzyka stanów". Oczywiście stanów emocjonalnych, aczkolwiek bardzo zjednoczonych…

Jestem surrealistką muzyczną, a nie surkonwencjonalistką, bo ja nie grzebię w konwencji – tak dla zasady czy techniki kompozytorskiej, ale jedynie się o konwencję ocieram – jeżeli mam oczywiście taką potrzebę. Jestem surrealistką muzyczną właśnie dlatego, że przekazuję słuchaczowi stany i gesty emocjonalne, które mogą konwencji towarzyszyć, ale nie muszą. Bardziej interesuje mnie (jak już wcześniej pisałam) naśladowanie i przekształcanie bezpośrednio natury, niż naśladowanie czyjegoś naśladowania – czyli konwencji. Gesty emocjonalne, które powinny poruszać, wzruszać, itd. znane są od początku istnienia muzyki i to mnie najbardziej interesuje. Interesuje mnie to, żeby te właśnie gesty odrealnić po mojemu, a że są przy okazji elementy konwencji, takie jak np. "ludzka" melodia, to sprawa wtórna. Ja nie bawię się np. barokiem, ale bawię się stanem emocjonalnym, energią, która może barokowi towarzyszyć… Nie boję się emocji, choć niektórzy się tego wstydzą (nie wiem czemu?…). Muzyka to również, czy przede wszystkim – emocje! Czyż nie?

I taką właśnie muzykę chcę pisać. 

Proszę Państwa, ja wolę wzruszać niż zanudzać i taką właśnie próbę wzruszania, poruszania i mojego muzycznego surrealizmu zanurzonego w polifonii czasoprzestrzeni podejmę po raz kolejny.
 

Hanna Kulenty,  październik 2016